Życie jest bardzo długie...

Ale my mamy niewiele czasu.

Login:
Hasło:
Zarejestruj się!
- Nie wiem, ale jeszcze nie teraz. Chciałabym najpierw spróbować założyć szkołę taneczną, a później myśleć o ślubie. - Ojciec patrzył na mnie, jakby zobaczył ducha.
- No dobrze. - Odezwał się w końcu. - Daję ci czas do twoich 23 urodzin. Później musisz wziąć ślub.



Uśmiechnęłam się do niego i zamierzałam wrócić do swojego pokoju, jednak w tym momencie po całym domu rozniósł się donośny dźwięk dzwonka do drzwi.
- Otworzysz? - Zapytał ojciec, a ja kiwnęłam głową. Wstałam i podeszłam do drzwi. Powolnym ruchem otworzyłam je i moim oczom ukazała się Kavya z jakimś chłopakiem. Oboje mieli walizki, czyli zostają tu na dłużej. Przyglądałam im się lekko zdziwiona, gdyż wiedziałam, że znam skądś tego chłopaka. Twarz wydawała mi się bardzo znajoma.
- Shanti. Cześć, miło cię widzieć. - Powiedziała kuzynka przytulając mnie na powitanie.
- Ciebie też. - Odpowiedziałam, próbując udawać entuzjazm, lecz średnio mi to wychodziło.
- To jest Karan Singh, mój narzeczony. - Gdy usłyszałam to imię, wiedziałam już kto to. Chodziłam z nim do jednej szkoły w Indiach i powiem szczerze, nie był zbyt miły. - A to jest moja kuzynka, Shanti Kapoor. - Niechętnie podałam mu dłoń, a on się uśmiechnął. Po chwili obok nas pojawił się mój ojciec i zaczął ich witać. Wiedziałam, że teraz nie będą na nas zwracać uwagi, więc szybko poszłam do swojego pokoju. Miałam nadzieję, że dadzą mi spokój do końca dnia, lecz się myliłam, gdyż po dwóch godzinach do mojego pokoju weszła Kavya. Usiadła na łóżku, podczas gdy ja próbowałam czytać książkę. Dziewczyna tylko siedziała i mi się przyglądała.
- I co o nim sądzisz? - Zapytała.
- O kim? - Odpowiedziałam pytaniem, chociaż dobrze wiedziałam o kim mowa.
- No o Karanie. - Na jej twarzy zagościł uśmiech. Wiedziałam, że moja odpowiedź jest dla niej bardzo ważna.
- Jest całkiem... miły. Właściwie nie znam go jeszcze za bardzo, ale jestem pewna, że jest fajny. - Skłamałam. Tak na prawdę, to średnio go lubiłam. To był taki Niall, tylko, że w szkole w Indiach. Znaczy był dla mnie wredny, dokuczał mi i uważał się za wspaniałego.
- Miło, że tak uważasz. Ja idę, pójdę trochę pozwiedzać miasto, bo Karan jest zajęty rozmawianiem z wujkiem. - Powiedziała i wolnym krokiem wyszła z pomieszczenia. Wróciłam do czytania książki, która wciągnęła mnie tak bardzo, że nawet się nie zorientowałam, kiedy był już wieczór.
- Shanti. - Usłyszałam głos ojca i szybko odwróciłam głowę w stronę drzwi.
- Coś się stało? - Zapytałam.
- Kavya poszła zwiedzać miasto i trochę się zgubiła. Jest już ciemno i mocno pada, dlatego pojedziesz z Karanem po nią. - Oznajmił i już chciał opuścić pokój, ale go zatrzymałam.
- A czemu Karan nie może jechać sam?
- Bo nie zna miasta. - Westchnęłam, odłożyłam książkę i podążyłam za ojcem do salonu, gdzie czekał narzeczony mojej kuzynki. Razem poszliśmy do samochodu i ruszyliśmy w drogę. Przez przednią szybę nie było prawie nic widać, tak mocno padało. Wiedzieliśmy, że Kavya czeka na nas w restauracji, która znajduję się kawałek drogi od naszego domu. Widziałam, że Karan jedzie za szybko jak na taką pogodę, ale nic nie mówiłam. Jakoś nie miałam ochoty z nim rozmawiać. Patrzyłam przez boczną szybę tak, żeby nie widzieć twarzy chłopaka. Moje myśli znów wróciły do tematu Niall'a, przed czym wzbraniałam się cały dzień. Nie chciałam o nim myśleć, chciałam wybić go sobie z głowy. Wiedziałam, że nigdy nie będziemy razem. Gdy skończę 23 lata, mój ojciec znajdzie mi męża i wiem, że to nie będzie Niall. Aby przestać o tym myśleć, zaczęłam się skupiać za szczegółami za oknem. Nie było ich zbyt wiele widać, ale zawsze coś. Karan jechał teraz wolniej, lecz jak dla mnie nadal za szybko. Przyglądając się poboczu, zobaczyłam w oddali światło. Początkowo myślałam, że to jakaś latarnia, ale po chwili okazało się, że to jakiś samochód nadjeżdżający z lewej strony drogi. Kolejne rzeczy działy się tak szybko... Pojazd jechał bardzo szybko. Pisk opon dwóch samochodów doszedł do moich uszu. Karan i drugi kierowca w tym samym czasie próbowali zatrzymać maszyny, lecz droga była zbyt mokra, żeby im się to udało. Pojazd uderzył w bok naszego auta, które obróciło się o 180 stopni, w międzyczasie lądując na dachu i ten sam bok uderzył w drzewo rosnące po drugiej stronie ulicy. Lewy bok auta był prawie całkiem zmiażdżony, wiedziałam to... Nie musiałam nic widzieć, czułam, gdyż to właśnie ja tam siedziałam. Próbowałam oddychać spokojnie i nie panikować, ale stopniowo zaczęło do mnie docierać jak poważny mieliśmy wypadek. Czułam ból w prawie każdej części ciała. Zaczynałam się bać, gdy dotarło do mnie, że jestem ściśnięta w samochodzie i nie mam jak stamtąd wyjść. Powoli odwróciłam głowę, co bardzo bolało, lecz jakoś to wytrzymałam, i spojrzałam na Karana. Był przytomny, ale tak przerażony, że nie był w stanie się nawet ruszyć. Nagle ból zaczął słabnąć, a ja zaczęłam zapadać się w ciemność. Podobało mi się to i nie próbowałam z tym walczyć.


***


Słyszałam pikanie, jakieś kroki, czułam, że ktoś mnie dotyka, lecz nic więcej. Wiedziałam, że już po wszystkim i chyba nie żyję. Chociaż, gdybym nie żyła, to bym pewnie tego nie słyszała... W sumie to nie wiem jak to jest, nigdy wcześniej nie umierałam. Chwilę po tym, jak zaczęłam słyszeć, zaczęłam również czuć. Znów poczułam ten ból, ale już nie tak mocny jak wtedy. Dało się go znieść. Nie wiedziałam ile dokładnie czasu minęło od wypadku, nie wiedziałam też jak to się wszystko skończyło. Bałam się trochę o Karana, że coś mu się stało. Może jest w poważniejszym stanie niż ja, bardziej go boli. Te myśli nie dawały mi spokoju.
- Muszę zobaczyć moją córkę. - Usłyszałam przytłumiony głos dochodzący najprawdopodobniej zza jakiejś ściany. Do moich uszu dobiegł dźwięk otwieranych drzwi i kroki dwóch osób.
- Stan pana córki jest stabilny, ale nie wiemy kiedy się obudzi. - Miły głos lekarza mnie uspokoił, lecz nie byłam w stanie otworzyć oczu.
- Codziennie mi pan to mówi, kiedy w końcu będziecie to wiedzieć?! - Krzyk mojego ojca rozniósł się po pomieszczeniu. Chwileczkę... codziennie? Ile dni ja tu już leże? Zaczęłam się nad tym zastanawiać, lecz nie była w stanie sobie odpowiedzieć na te pytania. Usłyszałam jak jedna osoba opuszcza pomieszczenie. Spróbowałam się zmusić do otworzenia oczu, lecz to na nic. Nie wiem ile czasu to trwało, ale usłyszałam ciche pukanie do drzwi oraz dźwięk kroków.
- Panie Kapoor, co z nią? - Do moich uszu doszedł znajomy głos. Melanie.
- Nadal się nic. Zostawię was same i skoczę coś zjeść. - Oznajmił, po czym wstał i wyszedł zamykając za sobą drzwi.
- Shanti, słyszysz mnie? - Tak bardzo chciałam to jakoś potwierdzić, lecz nie wiedziałam jak. - Oglądałam ostatnio film, w którym mówili, że jest szansa, że mnie słyszysz. Znaczy to chyba była bajka dla dzieci. - Chciałam się zaśmiać, lecz również nie dałam rady. - Widziałam to! - Krzyknęła tak głośno, że miałam ochotę zakryć sobie uszy, lecz niestety nie mogłam. - Uśmiechnęłaś się, widziałam. - Dodała trochę ciszej. - Jednak mnie słyszysz. Mówiłam ci, że w bajkach jest zawarta tajemna wiedza. Ale mniejsza. Wiesz, że leżysz tak już sporo ponad miesiąc. Miałaś wstrząs mózgu, złamaną nogę, rękę i nadgarstek. Nie wiem czy to czujesz, ale nad okiem masz teraz bandaż, bo w tym miejscu uderzyłaś się w głowę. Poza tym jest chyba dobrze, z tego co mówili lekarze już jest z tobą o wiele lepiej i powinnaś niedługo się obudzić. - Mówiła to wszystko tak szybko, że ledwie się połapałam. Byłam ponad miesiąc w śpiączce? Sporo mnie ominęło. Słyszałam jak Melanie mówi coś jeszcze, ale nagle poczułam się tak zmęczona, że nie byłam w stanie nic z tego zrozumieć. Po chwili przestałam wszystko słyszeć i postanowiłam trochę odpocząć, aby później spróbować jeszcze raz.


***


Znów zaczęłam słyszeć głos. Wiedziałam kto do mnie mówi, gdyż poznałabym ten głos wszędzie. Melanie opowiadała mi co robiła przez ten czas kiedy ja spałam. Znów próbowałam otworzyć oczy, ale to na nic.
- Wiesz, gadałam wczoraj z Marco i on mi powiedział, żebym zadzwoniła do Niall'a. Radził mi, żebym powiedziała mu o tym wszystkim, ale nie wiem czy to dobry pomysł. W sumie to ja już do niego próbowałam dzwonić, ale nie odbierał. Potem przemyślałam tą sprawę jeszcze raz i postanowiłam więcej nie dzwonić bez twojej zgody. - Znów mówiła bardzo szybko, ale o dziwo nadążałam za nią. Czułam się jakaś taka wyspana, wypoczęta. Znów zaczęłam próbować otworzyć oczy, co zaczynało mnie powoli męczyć. Starałam się jak mogłam przez długi czas. Już przestałam mieć nadzieję, że to się uda, ale nie przestawałam. Nagle coś zobaczyłam, albo mi się zdawało. Spróbowałam jeszcze raz, tym razem bardziej się do tego przykładając. Teraz byłam pewna, że widziałam światło lampy wiszącej na suficie. Kolejne podejście i zobaczyłam w miarę wyraźnie tę lampę. Raziło mnie światło, więc znów zamknęłam oczy, lecz po chwili otworzyłam je znowu. Tym razem było to o wiele prostsze.
- Obudziłaś się. - Usłyszałam zdławiony szept Melanie. Siedziała w pewnej odległości ode mnie, więc jej nie widziałam, a bałam się trochę odwrócić głowę. Dziewczyna wstała i wybiegła z pomieszczenia, aby po chwili wrócić z lekarzem. Starałam się przez ten czas mieć oczy otwarte. Mężczyzna około 40-stki podszedł do mnie i zaczął mnie badać.
- Wygląda na to, że już się obudziła. - Oznajmił mojej przyjaciółce, tak jakby sama tego nie widziała, po czym zwrócił się do mnie. - Musisz dużo odpoczywać, aby dojść do siebie. - Po tych słowach wyszedł z pomieszczenia. Dziwny koleś.
- Dziwny koleś. - Usłyszałam głos Melanie i się zaśmiałam, lecz zabrzmiało to chyba bardziej jak kaszlnięcie. Dziewczyna przysunęła krzesło bardzo blisko mojego łóżka i zaczęła uważnie mi się przyglądać.
- Jak dobrze, że w końcu się obudziłaś. Możesz mówić? - Zapytała, patrząc na mnie wyczekująco. Spróbowałam powiedzieć 'Tak', ale nie udało mi się to za pierwszym razem. Dopiero po czasie, lecz i tak brzmiało to dziwnie, jakby to nie był mój głos.
- Lepiej jeszcze trochę odpocznij. Ja skoczę coś zjeść, bo umieram z głodu. Siedzę tutaj od rana, chyba rozumiesz... - Powiedziała wstając, a mi udało się powiedzieć 'Idź', głosem, który już trochę bardziej przypomniał mój.


***
Witam!
Przepraszam za tą długą przerwę,
ale były wakacje i jakoś tak nie
miałam zbytnio czasu ani weny na
pisanie nowych rozdziałów.

Przepraszam też jeśli w czymś się
pomyliłam w sprawie wypadku i
leczenia Shanti, ale nie jestem
lekarzem i nie znam się zbytnio
na tym. Więc jeśli w czymś się
pomyliłam, to przepraszam.
Starałam się jak mogłam, żeby
wszystko się zgadzało.
Tagi: Love.
28.08.2015 o godz. 02:47
Wracałam powolnym krokiem do domu w towarzystwie Niall'a. Chłopak przez całą drogę nie odezwał się ani słowem. Dziś powiedział przyjacielowi, że jedzie na studia, przez co się pokłócili. Ja stałam się tego głównym powodem, ponieważ dowiedziałam się o jego wyjeździe jako pierwsza. Marco był wkurzony, że Horan zostawia go i jedzie do Ameryki. Melanie poparła swojego chłopaka, a ja wzięłam stronę blondyna, przez co my też się posprzeczałyśmy.
Z zamyślenia wyrwał mnie fakt, że dotarliśmy na miejsce. Zatrzymałam się i stanęłam naprzeciwko Niall'a.
- Może jednak nie powinienem jechać. - Odezwał się nie patrząc na mnie.
- Oczywiście, że powinieneś jechać. Marco jest twoim przyjacielem i jest zły, że go zostawiasz. Po prostu będzie za tobą tęsknił, dlatego chce, żebyś został. - Blondyn spojrzał na mnie i na jego twarzy zagościł uśmiech.
- A ty będziesz za mną tęsknić?
- Nie. - Uśmiechnęłam się, a Niall to odwzajemnił.
- Ja już pójdę. - Wydawało mi się, że Horan chce mnie przytulić na pożegnanie, lecz w tym momencie otworzyły się drzwi i z domu wyszedł mój tata. Spojrzał na mnie, na blondyna i znów na mnie. Pożegnałam się z Horanem i weszłam do domu. Ojciec podążył za mną do kuchni, wcześniej zamykając drzwi. Wzięłam z szafki szklankę, a z lodówki sok, którym wypełniłam naczynie. Kątem oka widziałam, że tata usiadł na jednym z krzeseł i mnie obserwuje. Nie chciałam na niego patrzeć, ani z nim rozmawiać, bo wiedziałam co powie. Zawsze jest to samo, że albo jestem za młoda na chłopców, albo ten chłopak jest dla mnie nieodpowiedni.
- Kto to był? - Nie odpowiedziałam, ponieważ miałam na dzisiaj dosyć kłótni. - Nie chcę, żebyś się zadawała z tym chłopakiem. - Kontynuował.
- Dlaczego? - Chciałam na niego krzyknąć, ale naprawdę nie chciałam się kłócić.
- Nie jest to odpowiednie towarzystwo dla ciebie. - Wiedziałam, że nie warto nic więcej mówić, ponieważ znałam swojego tatę. Gdybym zaczęła się sprzeciwiać, skończyłabym z półrocznym szlabanem. Kiwnęłam tylko głową, odłożyłam pustą już szklankę i poszłam do swojego pokoju. Wkurzona usiadłam na łóżku. Miałam ochotę pójść do salonu, gdzie obecnie przebywał mój ojciec i powiedzieć mu co myślę o jego zdaniu na temat Niall'a. Powstrzymałam się jednak i skończyło się tylko na tym, że okładałam pięściami poduszkę. Gdy trochę mi przeszło, poszłam się umyć i przebrać w piżamę. Wracając do pokoju, wpadłam na ojca, który akurat wychodził z salonu.
- Kochanie, pojutrze idziemy na ślub córki mojego przyjaciela. - Odezwał się, a ja miałam ochotę go zabić, ponieważ akurat ten wieczór zamierzałam spędzić z Niall'em. Dzień później chłopak jedzie do Nowego Jorku.
- Dobrze. - Wyminęłam go, poszłam do swojego pokoju i od razu położyłam się spać.


Dwa dni później.
Siedziałam przy lusterku i poprawiałam makijaż. Cały wczorajszy i dzisiejszy dzień starałam się przekonać tatę, żebym nie musiała tam iść, jednak to na nic. Na szczęście zgodził się chociaż, żebym ubrała normalną sukienkę, a nie sari, dzięki czemu nie będę się aż tak wyróżniać.
- Shanti! - Usłyszałam jak tata mnie woła i niechętnie ruszyłam w stronę wyjścia. Tuż przy drzwiach stał mój ojciec ubrany w swój najlepszy garnitur. Jak zawsze, gdy idzie się spotkać z jakimiś ważnymi osobami, musi wyglądać idealnie. Spojrzał na mnie, skrzywił się, po czym otworzył drzwi i poszedł do samochodu. Podążyłam za nim, wcześniej zamykając drzwi na klucz. Po jakiś 20 minutach w nieprzyjemnej ciszy, dojechaliśmy na miejsce. Nie uczestniczyliśmy w ceremonii w kościele, ponieważ tata tak postanowił. Przed budynkiem, w którym odbywało się weselę stał mężczyzna, który jak się po chwili okazało, był przyjacielem mojego ojca. Nie miałam ochoty słuchać o czym rozmawiają, więc weszłam do środka. Mimo wszystko słyszałam, że tata mówi, że to moja wina, że jesteśmy tak późno. Miałam ochotę pójść tam i powiedzieć prawdę, ale nie odważyłam się. Rozejrzałam się dookoła, szukając jakiejś znajomej twarzy, jednak nikogo takiego nie zauważyłam.
- Państwo Horan, witam. - Usłyszałam głos kolegi taty, przez co szybko się odwróciłam. Zobaczyłam najprawdopodobniej rodziców Niall'a oraz jego samego stojącego obok. Patrzył się na swoje buty i na nic nie zwracał uwagi. Miałam wrażenie, że jego również rodzice zmusili do przyjścia tutaj.
- Witam, miło mi was widzieć. To jest moja córka, Shanti. - Powiedział pokazując na mnie, żebym podeszła. Zbliżyłam się do nich i w tym momencie Niall na mnie spojrzał. Na jego twarzy pojawił się uśmiech, co chyba trochę zdziwiło mojego ojca. - Kochanie, to są państwo Horan'owie i ich syn, Niall. - Przywitałam się z wszystkimi, lecz blondyn nawet na mnie nie patrzył. Wyglądało to tak, jakby się wstydził. Ojciec chwilę porozmawiał z rodziną chłopaka, po czym oznajmił, że idziemy się przywitać z jakimś innym jego kolegą. Odwróciłam się spoglądając na Niall'a, który nadal patrzył na swoje buty. - Jest to jedna z bogatszych rodzin na tym weselu. - Odezwał się mój ojciec, a ja spojrzałam na niego z zaciekawieniem. - Ale ten ich syn to tragedia. Dziwię się, że po tym wszystkim jeszcze się z nim pokazują. Ukradł im pieniądze i uciekł z domu. Pan Horan wynajął ludzi, żeby go znaleźli. Złapali go w Rosji, gdy wsiadał do samolotu. Niestety nie dowiedziałem się dokąd zamierzał lecieć. - Otworzyłam usta ze zdziwienia.
- Kiedy to się stało? - Zapytałam, gdy jakoś się oswoiłam z tą wiadomością.
- Jakoś na początku tych wakacji. - Jego mina wskazywała na to, że nie podoba mu się ten temat. Postanowiłam więcej go o to nie pytać.
- Pójdę po coś do picia. - Powiedziałam i ruszyłam w przeciwną stronę. Tak naprawdę nie byłam spragniona, ale chciałam na chwilę uwolnić się od ojca. W sumie to on będzie tak zajęty rozmawianiem z kolegami, że mogłabym zniknąć na godzinę, a on by się nawet nie zorientował.
- Hej Shanti. - Usłyszałam znajomy głos. Odwróciłam się i ujrzałam Niall'a. Na jego twarzy gościł dziwny uśmiech. - Chodź zatańczyć. - Nie zdążyłam nic odpowiedzieć, bo chłopak pociągnął mnie na parkiet.
- Mój ojciec nas zobaczy. - Powiedziałam i chciałam wrócić do ojca, który obecnie rozmawiał z jakiś nieznanym mi mężczyzną.
- Nie obchodzi mnie to. - Blondyn przyciągnął mnie do siebie i zaczęliśmy tańczyć do jakiejś wolnej piosenki. Zdenerwowana, co chwilę zerkałam na ojca. Wtedy przypomniało mi się co mówił mi o Niall'u i o jego ucieczce z domu. Postanowiłam go o to zapytać.
- Niall... - Zaczęłam, a on spojrzał na mnie tymi pięknymi, niebieskimi oczami. - To prawda, że uciekłeś z domu na początku wakacji? - Zapytałam, a on spojrzał na mnie lekko zdezorientowany.
- Tak. - Odpowiedział zmieszany. - Pewnie z plotek wiesz już wszystko.
- Nie obchodzą mnie plotki. Chciałabym od ciebie usłyszeć jak to było naprawdę.
- Uciekłem, bo pokłóciłem się z rodzicami. Chciałem pojechać na wakacje, ale mi nie pozwolili, więc wziąłem pieniądze i pojechałem. - Uśmiechnął się lekko, a ja się zaśmiałam. I to ma być powód do ucieczki?
- A gdzie chciałeś pojechać? - Po tym pytaniu przestał na mnie patrzeć, tylko rozglądał się dookoła.
- Do... - Zawahał się, jakby się nad czymś zastanawiał. - Do Nowego Jorku.
- Przez Rosję? Nie lepiej było lecieć w drugą stronę?
- Wolałem lecieć naokoło. - Nadal na mnie nie patrzył, ale dostrzegłam na jego twarzy cień uśmiechu.
- Powiedz mi prawdę. - Widziałam, że chciał mi odpowiedzieć, lecz w tym momencie obok nas pojawia się jakaś dziewczyna. Z początku jej nie poznałam, jednak po chwili zorientowałam się, że to Victoria.
- Mogłabym zatańczyć z moim chłopakiem? - Zapytała dając duży nacisk na dwa ostatnie słowa. Zdziwiona spojrzałam na Niall'a, a on patrzył na mnie z bardzo dziwnym wyrazem twarzy.
- Jasne. - Zrobiło mi się trochę przykro, jednak nie dałam tego po sobie poznać. Jestem tylko koleżanką blondyna, nikim więcej. Niechętnie wróciłam do ojca, który nawet na mnie nie spojrzał. Rozmawiał z kolegą, którego pierwszy raz widzę na oczy. Resztę wieczoru spędziłam na siedzeniu gdzieś w kącie i czekaniu, aż tata pozwoli mi wrócić do domu. Niall i Vicki gdzieś zniknęli, więc nie było tu już absolutnie nikogo, kogo znam.


Następnego dnia.
Siedziałam przed domem i piłam herbatę. Było bardzo wcześnie, ale ja nie mogłam spać. Dużo myślałam o Niall'u i o mojej przyszłości. Chciałam otworzyć szkołę taneczną dla dzieci, lecz ojciec nie nigdy nie da mi na to pieniędzy. Uważa, że to bezsensowne i nie warto tracić na to czasu. Jego zdaniem powinnam już wziąć ślub i być dobrą żoną. Muszę w końcu z nim o tym porozmawiać, albo naprawdę zacznie mi szukać męża.
- Hej. - Usłyszałam znajomy głos i podniosłam głowę. Przede mną stał Horan.
- Hej. - Chłopak usiadł obok, wziął mój kubek i napił się już zimnej herbaty.
- Czemu tu siedzisz o tak wczesnej porze? - Zapytał oddając mi puste naczynie. Nie zrobiło to na mnie żadnego wrażenia, ponieważ i tak bym pewnie tego nie wypiła, gdyż nie lubię zimnej herbaty.
- Nie mogłam spać. A ty, co tu robisz?
- Poszedłem się przejść i akurat zobaczyłem ciebie, więc podszedłem. - Spojrzał na mnie i się uśmiechnął. - Za niecałą godzinę muszę jechać na lotnisko, bo mam samolot do Nowego Yorku.
- Wiem, pamiętam.
- Muszę zaraz iść. Przyszedłem się tylko pożegnać. - Poczułam dziwny ucisk w sercu na myśl o tym, że Horan wyjeżdża.
- Więc żegnaj. - Uśmiechnęłam się do niego, po czym wstałam. Blondyn zrobił to samo i stanął naprzeciwko mnie.
- Będziesz za mną tęsknić?
- Nie. - Uśmiechnęłam się, co chłopak odwzajemnił.
- Szkoda, bo ja tak. - Byłam zdziwiona, że to powiedział, a jeszcze bardziej, gdy zbliżył się i pocałował mnie w policzek. Nie zdążyłam nic zrobić, nic powiedzieć, bo Niall odszedł. Stałam, wpatrując się w jego oddalającą się sylwetkę. Po chwili odwróciłam się, wzięłam kubek i wróciłam do domu. W kuchni siedział tata i jedząc śniadanie, oglądał telewizje.
- Shanti, musimy porozmawiać. - Powiedział, gdy chciałam iść do swojego pokoju. Niechętnie usiadłam na fotelu, naprzeciwko ojca.
- Słucham. - Odłożyłam pusty kubek na stolik, bo wkurzało mnie trzymanie go.
- Dzisiaj przyjeżdża do nas twoja kuzynka ze swoim narzeczonym. - Oznajmił, a mnie zamurowało. Od razu wiedziałam o kim mówi, gdyż tata ma tylko jednego brata, który ma jedną córkę. Nie wiedziałam czy mam się śmiać, czy płakać. Z jednej strony ją lubiłam, a z drugiej była strasznie wkurzająca. Kavya Kapoor. Najpiękniejsza i najmądrzejsza osoba w rodzinie. Zawszę wszystko robi idealnie, we wszystkim jest najlepsza, ma wszystko co tylko zechcę. Da się ją lubić, lecz jej charakter jest dosyć... specyficzny. Mój ojciec uważa ją za ideał.
- Skończyła 20 lat i bierze ślub za dwa miesiące. Powinnaś brać z niej przykład. - Znowu się zaczyna, będzie mi gadał o tym, że powinnam wziąć ślub.
- Nie zamierzam brać ślubu. - Oznajmiłam, a mój ojciec zrobił zaskoczoną minę. - To znaczy zamierzam, ale jeszcze nie teraz.
- A kiedy? - Widziałam, że się trochę wkurzył, ale musiałam z nim w końcu o tym pogadać.
- Nie wiem, ale jeszcze nie teraz. Chciałabym najpierw spróbować założyć szkołę taneczną, a później myśleć o ślubie. - Ojciec patrzył na mnie, jakby zobaczył ducha.
- No dobrze. - Odezwał się w końcu. - Daję ci czas do twoich 23 urodzin. Później musisz wziąć ślub.



***
Witam.
Kolejny rozdział za nami.
Mam nadzieję, że był trochę
ciekawszy niż poprzedni.
Teraz są wakacje, więc naprawdę
postaram się szybciej dodawać
rozdziały. :D
Tagi: Love
03.07.2015 o godz. 15:51
Rozejrzałam się po parkingu, w poszukiwaniu mojego ojca, który miał tu po mnie przyjechać. Zatrzymałam się jak wryta, a Niall, który szedł z tyłu, wpadł na mnie. Nie mogłam uwierzyć w to co widzę.


Na parkingu, obok czarnego BMW, stał Kabir. Nie mogłam w to uwierzyć. Nie widzieliśmy się już prawie rok, ponieważ on jakoś nie miał okazji przyjechać do Londynu. Jest zbyt zajęty pracą w Indiach. Podbiegłam do przyjaciela i przytuliłam go, co odwzajemnił.
- Hej, co tu robisz? - Zapytałam, a na moich ustach cały czas gościł uśmiech.
- Stęskniłem się. - Odpowiedział i ponownie mnie przytulił. Wziął moją walizkę, z zamiarem spakowania jej do bagażnika. Ja przez ten czas podeszłam do Niall'a i przytuliłam go na pożegnanie. Byłam taka szczęśliwa, że prawie zapomniałam o tym, że wcześniej całował się z Vicki.
- Do zobaczenia jutro w szkole. - Powiedziałam, a on tylko kiwnął głową. Wsiadłam do samochodu na miejsce pasażera i razem z Kabirem pojechałam do domu.
- To twój chłopak? - Zapytał po chwili milczenia.
- Kolega. - Chciałam jak najszybciej skończyć ten temat, ponieważ nie miałam ochoty gadać o moich relacjach z Niall'em, a są one dosyć dziwne.
- Jak ma na imię? - On chyba nie miał zamiaru odpuścić.
- Niall Horan. - Spojrzałam przez okno, żeby nie musieć na niego patrzeć. Wiedziałam jaka będzie jego reakcja, bo opowiadałam mu kiedyś o blondynie i wie jakie były kiedyś nasze stosunki.
- Nie wygląda, jakbyś go nienawidziła. - Na jego twarzy pojawił się dziwny uśmiech, jakby trochę smutny.
- Nasze relacje się trochę zmieniły. - On tylko przytaknął i zmienił temat.
- Gadałem dzisiaj z twoim ojcem na temat wakacji i zgodził się, żebyś pojechała ze mną do Indii.
- Naprawdę? - Nie mogłam uwierzyć w to co słyszę.
- Tak, wyjeżdżamy w dzień zakończenia roku.
- To już za tydzień. - Powiedziałam jeszcze bardziej szczęśliwa. Chłopak pokiwał głową i widząc mój uśmiech, odwzajemnił gest. Resztę drogi przejechaliśmy w milczeniu. Ja cały czas myślałam o tym, jak to będzie przez całe wakacje być w Indiach. Wrócę do mojego kraju, spotkam starych znajomych.


Tydzień później.
Dziś jest dzień zakończenia roku. Wysiadłam z samochodu, który prowadził Kabir. Rozejrzałam się w poszukiwaniu Melanie, z którą miałam się spotkać przed budynkiem. Niestety nigdzie jej nie widziałam. Moją uwagę przykuł blondyn siedzący na ławce. Podeszłam do niego i usiadłam obok. On nawet na mnie nie spojrzał, tylko wpatrywał się w odjeżdżający samochód Kabira.
- Hej. - Przywitałam się.
- To twój chłopak? - Zapytał nadal na mnie nie patrząc.
- Co? - Nie zrozumiałam na początku o co mu chodzi. - Kabir? Nie, to przyjaciel. Znamy się od dziecka. - Niall w końcu na mnie spojrzał, a na jego twarzy pojawił się smutny uśmiech.
- Kochasz go? - Brzmiało to bardziej jak stwierdzenie niż pytanie.
- Co?
- Słyszałaś. - Po brzmieniu jego głosu wiedziałam, że jest zły.
- Nie, to tylko przyjaciel. - Odpowiedziałam, a na jego twarzy pojawił się uśmiech.
- Ilu jeszcze masz takich przyjaciół? - Nie wiedziałam do końca o co mu chodzi.
- Tylko jednego.
- Mogę być drugim? - Zapytał, co mnie bardzo zdziwiło. Dziwnie się zachowywał, jak nie Niall. - To co, przyjaciele?
- Przyjaciele. - Uśmiechnęłam się, co chłopak odwzajemnił.
- Idziemy? - Przytaknęłam i ruszyliśmy w stronę budynku.


Kilka godzin później.
Wyszłam z budynku w towarzystwie Niall'a, Melanie, Marco i Vicki. Pierwsze co ujrzałam, to czarny samochód, obok którego stał Kabir i mój tata. Uśmiechnęłam się i pomachałam im.
- To co, pora się żegnać. - Odezwała się Melanie patrząc na mnie. - Będę tęsknić za tobą. Co ja będę robić przez całe wakacje bez ciebie? - Mówiła dalej, przytulając mnie. Odsunęłam się od przyjaciółki i spojrzałam na resztę. Niall miał zdezorientowaną minę. Przez to wszystko zupełnie zapomniałam mu powiedzieć o tym, że jadę do Indii. Pożegnałam się z Marco i Vicki, po czym podeszłam do blondyna. Chłopak spojrzał na mnie pytająco. Kątem oka zobaczyłam, że reszta odeszła dalej, zostawiając mnie z Horanem samą.
- Jadę na całe wakacje do Indii. - Powiedziałam, a on się uśmiechnął. Przytulił mnie, powiedział do ucha 'żegnaj' i odszedł. Stało się to tak szybko, że nawet się nie zorientowałam, kiedy straciłam go z oczu. Moje serce biło szybciej, a jednocześnie chciało mi się płakać. Niechętnie podeszłam do Kabira i ojca. Wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy prosto na lotnisko.
- Wszystko w porządku? - Z zamyślenia wyrwał mnie głos przyjaciela. Rozejrzałam się dookoła i zorientowałam się, że jesteśmy już na miejscu.
- Tak. - Wymusiłam uśmiech, dzięki czemu Kabir odpuścił. Wysiedliśmy z samochodu i poszliśmy na odprawę, wcześniej żegnając się z moim ojcem.


Dwa miesiące później.
Szłam drogą, co chwilę patrząc na zegarek. Byłam już spóźniona jakieś 15 minut na spotkanie z Melanie i Marco. Wczoraj wróciłam z Indii, a obiecałam przyjaciółce, że się z nią zobaczę od razu jak wrócę. Przez cały pobyt w moim kraju, cały czas pisałam z Nelson. Marco też czasami się odezwał, nawet Vicki raz zadzwoniła. Jedyna osoba, która ze mną nie rozmawiała to Niall. Pisałam do niego, nie odpisywał. Dzwoniłam, nie odbierał. Po tygodniu sobie odpuściłam, mając nadzieję, że chłopak się odezwie, jednak tak się nie stało. Przez te dwa miesiące uświadomiłam sobie, że kocham Niall'a. Miałam nadzieję, że on mnie też, ale jak widać chyba jednak nie...
Zamyślona wpadłam na kogoś i prawie się wywróciłam.
- Przepraszam. - Powiedziałam podnosząc wzrok. Ujrzałam tak dobrze mi znaną twarz Horana. Stał i patrzył na mnie dziwnym wzrokiem. W dłoni trzymał jeszcze nieotworzoną kopertę.
- Shanti? - Kiwnęłam głową, a na jego twarzy zagościł uśmiech. Przytulił mnie na powitanie, a ja zdziwiona, nie wiedziałam co mam zrobić. - Jak ci się udały wakacje?
- Było fajnie. A co tam u ciebie? - Starałam się zachowywać normalnie, chociaż miałam ochotę mu przywalić, za to, że nie odzywał się do mnie, a teraz zachowuje się jak gdyby nigdy nic.
- Dostałem list ze szkoły. Nie uwierzysz, idę na studia. - Na jego twarzy gościł uśmiech i poszerzał się z każdym wypowiedzianym słowem.
- Czemu go nie otworzysz? - Zapytałam, a on spojrzał na kopertę.
- Boję się, że się nie dostałem.
- Jeśli nie otworzysz, nigdy się nie dowiesz, czy się dostałeś.
- Racja. - Zaśmiał się, jednak wyglądało na to, że nadal się waha.
- Daj mi to. - Wzięłam kopertę i ją otworzyłam. Zaczęłam czytać i zamurowało mnie. Niall dostał się do szkoły w Nowym Jorku. On jedzie do USA. - Dostałeś się. - Powiedziałam, a on zaczął się uśmiechać jak idiota.
- Wiedziałem, że mi się uda. Teraz tylko muszę się dostać do szkolnej drużyny piłki nożnej. A co jeśli mi się nie uda? - Jego uśmiech znikł.
- Na pewno ci się uda. Idziesz do tej szkoły tyko po to, żeby grać w drużynie. Jesteś w tym dobry, więc nie mogą cię nie przyjąć.
- Skąd wiesz, że tylko po to idę do tej szkoły? - Zapytał, uśmiechając się.
- Znam cię, Niall. W końcu jesteśmy przyjaciółmi. - Spojrzał na mnie lekko zdziwiony, po czym się uśmiechnął.
- Więc przyjaciółko, pozwól mi się zabrać na imprezę. Trzeba to uczcić.
- Umówiłam się z Melanie i Marco. - Powiedziałam, bo tak na prawdę nie chciałam spędzać z nim więcej czasu, ponieważ on niedługo wyjeżdża. Znając mnie, znów będę miała nadzieję, że on mnie jednak kocha.
- Pójdę z tobą. Jeszcze im nie powiedziałem o tym, że idę na studia.
- Dlaczego?
- Nie wiem, dziwnie mi o tym mówić. - Uśmiechnęłam się tylko, nic nie mówiąc. Szybko ruszyliśmy w stronę kafejki, w której umówiłam się z przyjaciółmi.



***
Witam!
Minął prawie miesiąc odkąd ostatni
raz coś dodawałam, ale jakoś weny
nie miałam. Wszystko co napisałam
wydawało mi się złe. Ten rozdział
też jest do niczego, nudny i krótki.
Następny postaram się napisać lepiej.
Tagi: Love
04.06.2015 o godz. 01:21
- A ty co, własnej dziewczyny nie masz? - Jake podszedł do Horana z miną nie wróżącą niczego dobrego.


- To nie jest twoja dziewczyna. - Odpowiedział blondyn, ominął Walton'a i podszedł bliżej mnie. Złapał moją rękę i wtedy zobaczyłam jak Jake uderza go pięścią w twarz. Niall oddał mu dwa razy mocniej, złapał mnie za rękę i zaczął ciągnąć w stronę parkietu. Brunet zatrzymał nas i chciał jeszcze raz uderzyć Horana, jednak coś mu nie wyszło i uderzył mnie w twarz. Poczułam, że z mojej wargi leci krew, dużo krwi. Spojrzałam na Niall'a, który właśnie okładał pięściami Jake'a. Pobiegłam szybko do toalety, bo nie chciałam na to patrzeć. Podeszłam do umywalki i zmyłam krew z ust. Stanęłam przed lustrem i zorientowałam się, że po moich policzkach płyną łzy. Nie wiem czemu nie poczułam tego wcześniej. Chciałam je wytrzeć, ale w tym momencie drzwi się otworzyły i do środka wszedł Horan. Jego krawat i marynarka gdzieś zniknęły, a koszula była lekko odpięta.
- To damska toaleta. - Powiedziałam, mając nadzieję, że sobie pójdzie.
- Już w niejednej takiej byłem. - Mówiąc to, na jego ustach pojawił się głupi uśmiech.
- Co z Jake'iem? - Zapytałam, a chłopak od razu się skrzywił.
- Po tym jak ochroniarze nas rozdzielili, on zaczął się z nimi bić, więc go wyrzucili z budynku, a ja przyszedłem tutaj. - Odpowiedział, a na jego twarzy znów zagościł uśmiech.
- Szkoda, że ten bal musiał się tak skończyć.
- Przecież bal się jeszcze nie skończył.
- Ale ja nie mam ochoty już tu być. - Chciałam jak najszybciej zakończyć tę rozmowę i wrócić do hotelu, bo na prawdę miałam dosyć tego wszystkiego.
- No proszę, zatańcz raz ze mną. - Nie czekając na moją odpowiedź, złapał mnie za rękę i zaciągnął na parkiet. Większość ludzi już wróciła do domu i zostały chyba tylko osoby z mojej szkoły. Gdy już mieliśmy zacząć tańczyć, utwór zmienił się na wolniejszy. Chciałam powiedzieć, że wolałabym usiąść, jednak chłopak już złapał mnie w pasie i przyciągnął do siebie. Położyłam mu głowę na ramieniu, a mój wzrok spoczął na Victorii, która zabijała mnie wzrokiem.
- Twoja dziewczyna chyba mnie nie lubi. - Powiedziałam wprost do ucha Horana i poczułam, że się zaśmiał.
- Aktualnie nie mam dziewczyny.
- A Victoria? - Przez chwilę nie odpowiadał, jakby się nad czymś zastanawiał.
- Chodzi ci o Vicki? Jest moją koleżanką. - Odpowiedział.
- Ale ją tu zaprosiłeś.
- W sumie to tak jakby ona mnie zaprosiła. Ja chciałem iść z kimś innym. - W jego głosie słychać było wyraźne rozczarowanie.
- Z kim? - Byłam ciekawa, jednak w tym momencie piosenka się skończyła, a ja odsunęłam się od Niall'a. Spojrzałam na jego twarz, jego mina była dziwna. Przybliżył się do mnie i miałam wrażenie, że chce mnie pocałować, jednak szybko się odsunął. Nic nie mówiąc poszedł sobie. Zdezorientowana rozejrzałam się po sali. Na jednym z wolnych miejsc zauważyłam Melanie. Podeszłam do niej i usiadłam obok.
- Gdzie Marco? - Zapytałam, a ona w końcu się zorientowała, że tu jestem.
- Tańczy z Vicki. - W jej głosie słyszałam gniew, a jednocześnie rozpacz. - Chcę iść do domu. - Pomogłam jej wstać, ponieważ dziewczyna ledwo trzymała się na nogach. Zdecydowanie za dużo dziś wypiła. Razem opuściłyśmy budynek i ruszyłyśmy w stronę hotelu. Po drodze minęłyśmy sklep spożywczy i nagle Melanie zachciało się wody. Kazałam jej czekać przy wejściu i sama poszłam po napój. Gdy wróciłam, dziewczyna stała i z kimś rozmawiała. Niepewnie podeszłam bliżej i wtedy dostrzegłam, że to Jake.
- Co ty tu robisz? - Zapytałam.
- Rozmawiam. - Po brzmieniu jego głosu i lekkim seplenieniu poznałam, że jest już bardzo mocno napity. Nienawidzę pijanych ludzi, obrzydzają mnie i się ich trochę boję.
- Nie ważne. Melanie, idziemy? - Rzuciłam przyjaciółce pytające spojrzenie, a ona się uśmiechnęła.
- Jake zabiera nas na imprezę. - Powiedziała, a jej uśmiech się rozszerzył.
- Ja nigdzie nie idę. - Odpowiedziałam stanowczo.
- Wszyscy idą. Niall, Marco i Vicki już tam są. Zrób to dla mnie. - Zrobiła swoją niewinną minkę szczeniaczka, a ja nie mogłam się nie zgodzić.
- Okej, ale ja nic nie piję. - Ruszyliśmy w drogę i jak się okazało nie było to wcale tak daleko. Już z pewnej odległości słychać było muzykę. Weszliśmy do budynku i od razu uderzył mnie zapach alkoholu i papierosów. Melanie złapała mnie za rękę i zaczęła ciągnąć w stronę baru. Jake zamówił drinka również dla mnie i zmusił do jego wypicia. Poczułam się tak dziwnie i spodobało mi się to. Nie mam pojęcia co mnie napadło, ale wypiłam jeszcze jednego... i kolejnego... i jeszcze kilka... Ostatnie co pamiętam, to jak tańczyłam z Niall'em do jakiejś szybkiej piosenki.


Następnego dnia.
Powoli otworzyłam oczy i poczułam niewyobrażalny ból głowy. Zmusiłam się, żeby usiąść na łóżku, co przyszło mi z wielkim trudem. Rozejrzałam się dookoła i zorientowałam się, że to nie jest mój pokój. Zobaczyłam, że obok mnie leży jakiś chłopak, który nie miał na sobie koszulki. To Niall. Zamarłam. Po chwili odważyłam się spojrzeć na siebie. Byłam ubrana w białą koszulę, jego koszulę. Moje serce zaczęło bić coraz szybciej. Co się właściwie wczoraj wydarzyło?
- Już wstałaś? - Usłyszałam głos blondyna i szybko odwróciłam głowę w jego stronę, czego od razu pożałowałam, ponieważ ból był jeszcze gorszy.
- Niall... Co się wczoraj stało? - Zapytałam drżącym głosem.
- Nic nie pamiętasz? - Pokiwałam głową na nie. - Wypiliśmy wczoraj sporo i ty chciałaś iść do mnie, a ja nie miałem nic przeciwko. No i tak wylądowaliśmy w łóżku. - Odpowiedział, a ja miałam wrażenie, że moje serce się zatrzymało.
- Nie, to niemożliwe... - Szepnęłam, a on się zaśmiał.
- Możliwe. - Po moich policzkach zaczęły spływać łzy. Niall spojrzał na mnie i jego mina zrzedła. - Spokojnie, nic się nie działo. Przyprowadziłem cię tutaj, bo nie pamiętam, który pokój jest twój. Dałem ci swoją koszulę i pomogłem przebrać. Spokojnie, do niczego nie doszło. - Miałam ochotę go zabić.
- Niall, jak ja cię nienawidzę. - Powiedziałam, a on się zaśmiał.
- Wczoraj mówiłaś co innego.
- Co?
- Że mnie kochasz.
- Niemożliwe.
- Nie wiem. Urwał mi się film po tym jak wyszliśmy z klubu.
- Co? Przecież mówiłeś, że... - Przerwałam widząc ten głupawy uśmiech na jego twarzy. - Jesteś po prostu idiotą. - Powiedziałam wstając i poszłam po moje ciuchy, które leżały obok łóżka, na którym prawdopodobnie spał Marco.
- Gdzie są wszyscy? - Zapytałam się chłopaka.
- Poszli na plaże. Chcesz, to możemy później do nich dołączyć. A i za jakieś 2 godziny wracamy do domu. - Powiedział patrząc na zegarek.
- Wolałabym nie. Głowa mnie boli, chcę się położyć. - Odpowiedziałam, a on się zaśmiał.
- Radziłbym ci najpierw się przebrać. - Powiedział, a na jego ustach zagościł ten kretyński uśmieszek. Przewróciłam oczami i wyszłam z pomieszczenia. Poszłam do swojego pokoju, gdzie nie było nikogo. Poszłam do toalety, wzięłam szybki prysznic i ubrałam się. Usiadłam na łóżku z telefonem w ręku, gdy nagle po pomieszczeniu rozległ się dźwięk pukania do drzwi. Zdziwiona, poszłam otworzyć.
- Niall? - Zapytałam jeszcze bardziej zszokowana. On jednak się tym nie przejął, tylko wszedł do środka i położył się na moim łóżku. - Przecież mówiłeś, że nie pamiętasz gdzie jest mój pokój.
- Kłamałem. - Obojętnie wzruszył ramionami, co mnie jeszcze bardziej wkurzyło.
- To czemu nie odprowadziłeś mnie do mojego pokoju? - Zapytałam dając nacisk na słowo 'mojego'.
- Bo tak.
- Aha. - Powiedziałam sarkastycznie, a on znów wzruszył ramionami. - Co tu robisz? - Zapytałam.
- Nudziło mi się, więc przyszedłem.
- Ale ja chcę iść spać.
- To śpij. - Powiedział, odsuwając się lekko, żebym położyła się obok niego. Ja jednak położyłam się na łóżku Melanie, bo jakoś nie miałam ochoty leżeć obok niego. - Serio? - W jego głosie można było usłyszeć, że jest zirytowany. Leżeliśmy tak przez dłuższą chwilę, nic nie mówiąc. Spojrzałam na zegarek i okazało się, że została niecała godzina do powrotu do domu. Wstałam i zaczęłam powoli się pakować. Niall uważnie mi się przyglądał, co mnie strasznie denerwowało.
- Horan, przestań! - Krzyknęłam, a on się zaśmiał. Podszedł do mnie i stanął blisko, za blisko. Poczułam, że moje serce bije szybciej. Poczułam się dziwnie, jakby obok mnie stał ktoś zupełnie inny, a nie Niall, który przez ostatni rok zawsze mi dokuczał. Miałam wrażenie, że Horan nie jest już tym dawnym Horanem, którego znałam. Z zamyślenia wyrwał mnie dźwięk otwieranych drzwi. Szybko odsunęłam się od blondyna i spojrzałam w tamtą stronę. Stała tam Victoria, a za nią Melanie. Obie bardzo zdziwione. Przyjaciółka weszła i zaczęła się pakować, wcześniej posyłając mi głupawy uśmiech. Vicki rzuciła się Niall'owi na szyję, a ja poczułam ukłucie w sercu. Nie mam pojęcia dlaczego byłam zazdrosna. Chciało mi się płakać, gdy ujrzałam, że on również ją przytula. Pocałowali się, a ja wróciłam do pakowania swoich rzeczy. Czy to w ogóle możliwe, żebym kochała Niall'a? Zawsze go nienawidziłam, a teraz...
Skończyłam się pakować, a Horan z Victorią siedzieli i się obmacywali na łóżku.
- Ja muszę iść, też się spakować. - Powiedział blondyn wstając, lecz dziewczyna nie chciała go puścić.
- Niall. - Zawołałam, gdy chłopak miał już wychodzić. Podałam mu jego koszulę, a on uśmiechnął się do mnie i opuścił pomieszczenie. Wzięłam swoją walizkę i razem z Melanie poszłyśmy do głównego holu, gdzie za jakieś 5 minut mają się wszyscy spotkać.
- Podoba ci się? - Usłyszałam pytanie przyjaciółki i przystanęłam.
- Aż tak to widać? - Odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
- Nie, ale zorientowałam się po twojej minie, gdy na nich patrzyłaś. - Powiedziała patrząc na Niall'a i Victorię, którzy stali i rozmawiali z Marco. Rozmowę przerwał nam głos nauczyciela, który oznajmił, że niedługo mamy samolot.


Kilka godzin później.
Samolot przed chwilą wylądował, a ja właśnie wychodzę z lotniska. Melanie rozmawia z Marco, więc zostawiłam ich samych.
- Shanti. - Usłyszałam jak ktoś mnie woła, więc się zatrzymałam. Obok mnie stanął Niall, a na jego ustach gościł dziwny uśmiech. - Nawet się ze mną nie pożegnasz? - Zapytał wskazując palcem swój policzek.
- Pa Niall. - Powiedziałam, odwróciłam się i już zaczęłam iść. Rozejrzałam się po parkingu, w poszukiwaniu mojego ojca, który miał tu po mnie przyjechać. Zatrzymałam się jak wryta, a Niall, który szedł z tyłu, wpadł na mnie. Nie mogłam uwierzyć w to co widzę.



***
Witam!
Przepraszam, że tak długo nie dodawałam
rozdziału, ale miałam za dużo nauki.
Zbliża się koniec roku szkolnego i chcę
poprawić swoje oceny :D
Mam nadzieję, że rozdział nie jest taki
zły. Przepraszam, jeśli wystąpiły jakieś
błędy, ale jestem zmęczona, bo wczoraj
bardzo długo się uczyłam i nie wyspałam
się, więc za bardzo nie chcę mi się
sprawdzać tego rozdziału.
Jeszcze raz przepraszam, że tak późno. <3
Tagi: Love
13.05.2015 o godz. 19:49
- Shanti, muszę ci powiedzieć coś bardzo, bardzo ważnego... - Myślałam, że się nabija, ale jego mina była poważna.


- Twój... Twój but odpływa. - Powiedział i wybuchnął śmiechem.
- Co?! - Krzyknęłam i spojrzałam na wodę. Mój nowy japonek był właśnie w połowie drogi na środek jeziora. Szybko wbiegłam do wody, ale był on za daleko. Nie pomagał mi fakt, że obok mnie stał Horan i się nabijał.
- To wszystko twoja wina! - Krzyknęłam i rozejrzałam się dookoła, w poszukiwaniu kogoś, kto mógłby mi pomóc, jednak plaża była pusta. Usłyszałam dźwięk motorówki, która pływała po wodzie. Po chwili podpłynęła do nas i mogłam bliżej się przyjrzeć osobie na niej. Był to przystojny mężczyzna, mniej więcej w moim wieku.
- To chyba twoje. - Powiedział podając mi japonka.
- Skąd wiesz? - Zapytałam nieśmiało.
- Z tego co widzę jesteś tu jedyną dziewczyną. - Uśmiechnął się do mnie miło.
- Kłóciłabym się. - Spojrzałam na Niall'a, ale on nie zareagował, tylko patrzył się na bruneta tak, jakby chciał go zabić.
- Jestem Jake Walton. - Powiedział chłopak, śmiejąc się.
- Shanti Kapoor.
- A ja Niall Horan, a ty spadaj. - Wtrącił się blondyn, a ja uderzyłam go w ramię.
- Ja już muszę iść, miło było poznać. - Chłopak pożegnał się, wcześniej prosząc o mój numer telefonu. Wróciłam na plaże po drugiego buta i poszłam do hotelu. Horan cały czas szedł obok mnie, ale nie odezwał się ani słowem. Weszliśmy do budynku, gdzie byli wszyscy i słuchali tego co mówi nauczyciel. Podeszłam bliżej, żeby lepiej słyszeć.
- Chciałem was jeszcze poinformować, że zostaliśmy zaproszeni na bal, który organizuje mój znajomy. Obowiązkowe są stroje wieczorowe. Zacznie się to jutro o siódmej. Mam nadzieję, że większość z was będzie chciała iść. - Widziałam, że wszystkie dziewczyny już się cieszą, że pójdą na ten bal. - To już na tyle, dziękuję za uwagę. - Powiedział i zaczął rozmawiać z panią pielęgniarką. Ja podeszłam do Melanie, która stała i rozglądała się. Gdy mnie ujrzała na jej twarzy zagościł uśmiech.
- Pójdziemy na ten bal, co nie? - Zapytała, ale ja już wiedziałam, że nie obchodzi jej moja odpowiedź, bo i tak mnie nawet siłą zmusi do pójścia tam. - Teraz tylko trzeba nam znaleźć partnerów.
- Wiem, kto chciałby pójść z tobą. - Mówiąc to patrzyłam na Marco, który stał niedaleko nas i chyba chciał pogadać z Melanie.
- Co? - Zapytała zdezorientowana, rozglądając się dookoła.
- Nie, nic. Muszę iść. - Powiedziałam i szybko ruszyłam do swojego pokoju. Kątem oka widziałam, że do mojej przyjaciółki podszedł Marco i zaczęli rozmawiać. Zamierzałam już położyć się spać, ale utrudnił mi to dzwoniący telefon. Niechętnie odebrałam, nie patrząc kto dzwoni.
- Hej, tu Jake. Ten ratownik, który ocalił twojego buta przed niechybną śmiercią. - Zaśmiałam się i usiadłam na łóżku.
- Wiem, pamiętam.
- Masz może jutro wolny wieczór? - Zapytał, a ja już chciałam odpowiedzieć, że tak, ale przypomniało mi się, o tym, że Melanie pewnie mnie zabije jeśli nie pójdę na ten głupi bal.
- Właściwie, to jutro o siódmej idę z przyjaciółką na bal.
- Tak się składa, że ja właśnie na bal cię chciałem zaprosić. Z tego co wiem, jutro jest tylko jeden bal, który organizuje mój wujek, więc chyba wybieramy się w to samo miejsce. To co, pójdziesz ze mną na ten bal?
- W takim razie z chęcią. - Umówiliśmy się, że spotkamy się na miejscu, bo Jake musi przyjść wcześniej, żeby pomóc w czymś wujkowi. Gdy już skończyliśmy rozmawiać, położyłam się na łóżku i od razu zasnęłam.


Następnego dnia.
Siedziałam razem z Melanie i dziewczyna opowiadała mi, jak to Marco zaprosił ją na bal. Cieszyła się i cały czas powtarzała jaki to on jest wspaniały. Wszyscy byli dzisiaj na zakupach, bo każdy chciał kupić sobie jakiś strój. Tylko ja i Melanie nie poszłyśmy, ponieważ dziewczyna jakieś dwa dni temu znalazła sukienkę, którą bardzo jej się spodobała i 'po prostu nie mogła jej nie kupić'. Ja miałam ze sobą jedno sari, które według przyjaciółki pasowało na tą okazję.
- Jest już czwarta, zaraz zaczniemy się szykować. - Oznajmiła przyjaciółka, co mnie bardzo zdziwiło.
- Będziemy 3 godziny się szykować?
- Za mało, co nie? - Zaśmiałam się i zaczęłam pomagać dziewczynie się szykować. Pofalowałam lekko jej włosy i pomogłam wybrać dodatki do jej sukienki. W międzyczasie przyszła Victoria po swój strój i oczywiście musiała się pochwalić, że idzie na bal z Niall'em. Gdy Melanie była gotowa, została nam niecała godzina do wyjścia. Nelson uparła się, że mi również pofaluje włosy. Ledwo zdążyłam się ubrać, a ktoś zapukał do drzwi. Przyjaciółka otworzyła, podczas gdy ja poprawiałam makijaż. Do pomieszczenia wszedł Marco i przywitał się z nami miło.
- Chodźcie, większość już poszła. Niall i Vicki czekają na nas przy wyjściu. - Zrobiło mi się tak dziwnie niedobrze w środku, gdy to powiedział. Poszłyśmy za nim, ale ja oczywiście zapomniałam o moim telefonie i musiałam się wrócić. Powiedziałam im, żeby nie czekali, bo ja zaraz do nich dołączę. Szybko poszłam po zapomniany przedmiot, co zajęło mi chwilę, bo nie mogłam go znaleźć. Leżał na ziemi obok sterty rozrzuconych ciuchów Melanie. Tym razem z telefonem wyszłam z pomieszczenia i poszłam w stronę drzwi. Bardzo zdziwił mnie fakt, że stał tam Horan i chyba na kogoś czekał. Chłopak spojrzał na mnie, uniósł lewą brew i uśmiechnął się.
- Co ty tu robisz? - Zapytałam chyba trochę zbyt chamsko.
- Oni kazali mi na ciebie czekać, więc nie miałem wyjścia. - Odpowiedział.
- Przecież nie musiałeś czekać, mogłeś iść.
- Ty chyba jeszcze za dobrze nie znasz swojej przyjaciółki. - Wybuchnęłam śmiechem wyobrażając sobie Melanie, grożącą Niall'owi. - Ty nie masz partnera? - Zapytał zdziwiony i jakby trochę zadowolony.
- Mam, ale spotkam się z nim dopiero na miejscu. - Odpowiedziałam cicho i nie wiem czemu, zarumieniłam się.
- Okej, więc chodźmy. - Ton jego głosu wskazywał, że nie za bardzo mi wierzy. Całą drogę Horan się wygłupiał i rozśmieszał mnie coraz bardziej. W sumie to on nie jest wcale taki zły, jak nie popisuje się przed nikim, to da się go lubić. Gdy weszliśmy do budynku, wszędzie pełno było ludzi. Blondyn złapał mnie za rękę i zaczął przepychać się między nimi. Po chwili stanęliśmy naprzeciwko Marco, Melanie i Jake'a. Zauważyłam, że cała trójka patrzy na moją prawą dłoń i dopiero wtedy zorientowałam się, że nadal trzymamy się z Horanem za ręce. On chyba też to zauważył, bo szybko puścił moją dłoń. Spojrzałam na jego twarz, ale on patrzył na Walton'a ze zdziwieniem zmieszanym z nienawiścią.
- Zatańczymy? - Zapytał brunet, a ja kiwnęłam głową na tak. Tańczyliśmy chyba do trzech piosenek i poszliśmy odpocząć. Po chwili rozbrzmiały pierwsze nuty jakiejś wolnej piosenki.
- Zatańczysz? - Usłyszałam znajomy głos przy moim uchu i aż nie mogłam w to uwierzyć. Odwróciłam głowę i ujrzałam Niall'a, który uśmiechał się do mnie.
- A ty co, własnej dziewczyny nie masz? - Jake podszedł do Horana z miną nie wróżącą niczego dobrego...



* * *
Witam !
Miałam zamiar rozdział dodać wcześniej,
bo miałam już cały gotowy, ale usunął
mi się. Jakoś udało mi się go napisać
jeszcze raz, ale jest trochę taki średni
i krótki. Będę się starać teraz dodawać
nowy rozdział co tydzień, ale nie obiecuje,
że mi się to uda.

Mam dla Was również zwiastun mojego
bloga. Ostatnio naszła mnie jakaś
wena twórcza i zrobiłam go. Nie wyszedł
jakoś super, ale nie jest chyba aż
taki zły.



Tagi: Love
15.04.2015 o godz. 19:03
- Niall... Gdzie... Gdzie jest reszta ? - Zapytała, a jej głos drgał. Widziałem, że jest bardzo przestraszona. Wszędzie dookoła był las, a naszej grupy nawet nie było słychać.
- No pięknie, zgubiliśmy ich


Rozglądałem się przez chwilę dookoła, jednak nigdzie nie było ani śladu żywej duszy.
- To wszystko twoja wina! - Usłyszałem krzyk dziewczyny.
- Moja?
- Tak, twoja. Gdybyś nie robił takiej wielkiej afery z tego, że Melanie nie jest tobą zainteresowana, to byśmy teraz szli razem z grupą. - Jej głos się załamywał, a oczy zaszły łzami.
- Gdybyś jej czegoś nie nagadała, nie musiałbym z tobą gadać.
- To nie gadaj. - Odwróciła się i ruszyła przed siebie. Szybko pobiegłem za nią.
- Gdzie ty idziesz?
- Nie będę przecież tam stała i czekała, aż zrobi się ciemno, przyjdzie jakiś niedźwiedź i nas zje.
- Niedźwiedź? - Zaśmiałem się, jednak jej mina była całkowicie poważna. Znów ruszyła w drogę, a ja zacząłem przeklinać naszego nauczyciela, który kazał nam zostawić telefony, żeby bardziej 'zjednoczyć się z naturą'. Znów ją dogoniłem, ale ona przyśpieszyła kroku.
- Radziłbym iść w przeciwną stronę. - Powiedziałem, a ona się zatrzymała.
- Czemu?
- Z tego co się orientuję przyszliśmy z przeciwnej strony. Lepiej będzie wrócić do hotelu niż ich szukać. - Ona tylko się zaśmiała i poszła dalej. - Co cię tak bawi? - Zapytałem, znów ją doganiając.
- To, że właśnie wracamy do hotelu. Pomyliły ci się strony.
- Mi? To ty idziesz w złą stronę.
- Widzisz to? - Powiedziała pokazując na leżącą na ziemi butelkę po coli. - To ty ją tu wyrzuciłeś.
- To nie moje. Ale dobra, jak chcesz. Ja idę w tamtą stronę. - Odwróciłem się i odszedłem. Pewnie zaraz do mnie przybiegnie, bo będzie się bała iść sama.


Oczami Shanti.
Szłam już około 20 minut, ale byłam pewna, że idę w dobrym kierunku. Moja klasa uwielbia wyrzucać papiery w lesie, co akurat teraz bardzo mi się przydaje. Ciekawe jak sobie radzi Niall. Postanowiłam usiąść i chwilę odpocząć, ponieważ nogi mnie już bolały. Naglę usłyszałam czyjeś kroki. Trochę się wystraszyłam, ale postanowiłam zostać tam gdzie jestem.
- W końcu cię znalazłem. - Usłyszałam za plecami znajomy głoś. Szybko się odwróciłam i ujrzałam Marco.
- Co ty tu robisz? - Zapytałam zdziwiona.
- Melanie mi powiedziała, że gdzieś zginęłaś nam po drodze, więc poszedłem cię szukać. Domyśliłem się, że będziesz szła w stronę hotelu. - Uśmiechnął się do mnie miło, a ja odwzajemniłam gest. - Więc teraz wracajmy do hotelu, bo reszta również tam idzie. - Ruszył prosto, ale ja nie mogłam iść.
- Ale Niall też gdzieś tu jest. - Powiedziałam, a on się zatrzymał.
- Niall? - Zapytał, patrząc na mnie z zaciekawieniem.
- Pokłóciliśmy się i on poszedł w drugą stronę. - Chłopak się zaśmiał, ale zaczął iść w stronę, którą wskazałam. Szukaliśmy go ponad pół godziny, ale na marne.
- Odpuśćmy sobie, może on już jest z grupą. - Odezwał się Marco po długim czasie milczenia.
- On musi gdzieś tu być. - Powiedziałam, rozglądając się dookoła. Nie wiem dlaczego, ale bardzo się martwiłam o Niall'a.
- Daj już sobie spokój, wracamy. - Chciał już iść w stronę z której przyszliśmy, gdy nagle usłyszeliśmy jakiś huk. Pobiegliśmy w miejsce, skąd dobiegł odgłos i ujrzeliśmy Niall'a leżącego na ziemi.
- Stary, co ty tu robisz? - Zapytał Marco, a ja szybko podbiegłam do Horana i pomogłam mu wstać.
- Nic ci nie jest? - Zapytałam, a chłopak zaprzeczył ruchem głowy, jednak ja widziałam, że lekko kuleje na prawą nogę. Nikt nie pytał jak to się stało, że Niall leżał na ziemi. Coś czułam, że nie chciał o tym gadać. Po około 40 minutach dotarliśmy do hotelu, dzięki kawałkom T-shirt'u, które Marco co jakiś czas przywiązywał do drzew (teraz miał na sobie bluzę, którą wziął, w razie gdyby zrobiło się zimno). Gdy tylko weszliśmy do budynku, nauczyciel krzyczał na nas, że to bardzo nieodpowiedzialne. Wytłumaczyłam mu, że się zgubiliśmy i trochę mu przeszło.


Oczami Niall'a.
Siedziałem na jednym z foteli, a obok mnie, na drugim, Marco. Nie opowiedziałem mu jak to się stało, że się zgubiliśmy, bo w sumie co go to obchodzi. Przyglądałem się Shanti, która rozmawiała z nauczycielem i próbowała go uspokoić.
- Podobasz jej się. - Usłyszałem głos przyjaciela i skierowałem zdziwiony wzrok na niego. - Podobasz się Shanti.
- Dobry żart. - Odpowiedziałem, ale zdziwiło mnie jego stwierdzenie.
- Gdybyś widział jak ona się przejmowała, gdy ją znalazłem i zaczęliśmy szukać ciebie. Znalezienie ciebie zajęło nam ponad pół godziny, a ona cały czas nie chciała odpuścić. Ja to już z 10 razy był zdążył się poddać, a ona cały czas uparcie chciała cię znaleźć. Bardzo się martwiła, prawie płakała. - Byłem coraz bardziej zdziwiony, gdy tego słuchałem. Spojrzałem na Shanti, a ona w tym samym momencie skierowała wzrok na mnie. Uśmiechnęła się i poszła do koleżanki.
- Idę do pokoju. - Wstałem i poszedłem do swojego pokoju. Starałem się ukryć fakt, że noga mnie boli i chyba nie wychodziło mi to najgorzej. Gdy byłem już na miejscu, położyłem się na łóżku. Byłem trochę zmęczony, ponieważ nie przespałem pół nocy.
Otworzyłem oczy i rozejrzałem się dookoła. Dziwne, spałem w środku dnia. Usłyszałem pukanie do drzwi, więc wstałem, żeby otworzyć. Noga bolała mnie już trochę mniej, ale czułem pieczenie w okolicy kolana. Otworzyłem drzwi i ujrzałem Shanti.
- Pan woła wszystkich, będziemy szli na kolejny spacer. - Oznajmiła i spojrzała na moją nogę. - Niall... Twoja noga... Masz krew na kolanie. - Powiedziała wystraszona. Spojrzałem na moje nogi i faktycznie, miałem czerwone spodnie na kolanie. - Chodź, pójdziemy do pielęgniarki. To może być złamanie. - Złapała mnie za rękę, jednak ja nie ruszyłem się z miejsca.
- Ja nigdzie nie idę. - Zaprotestowałem, jednak ona nie dała za wygraną i siłą próbowała mnie zaciągnąć do pielęgniarki.
- Proszę Niall, chodź. - W końcu odpuściłem i poszedłem, bo pewnie by mi spokoju nie dała. Poszliśmy do pokoju naszej szkolnej pielęgniarki, która pojechała z nami na wycieczkę, jako jedna z opiekunek. Shanti chwile z nią porozmawiała i wyszła z pomieszczenia.


Oczami Shanti.
Stałam obok drzwi do pokoju naszej pielęgniarki, która opatrywała ranę Niall'a. Wszyscy poszli na wycieczkę po sklepach, jednak ja zostałam z Horanem. Za bardzo bym się o niego martwiła. Po kilku minutach drzwi się otworzyły i wyszedł z nich blondyn. Był bardzo zdziwiony moim widokiem.
- I jak? - Zapytałam.
- Nieduża rana, nic nie jest połamane. - Odpowiedział i się do mnie uśmiechnął. Pierwszy raz odkąd się znamy Niall Horan się do mnie miło uśmiechnął.
- To dobrze.
- Nie poszłaś z innymi? - Zapytał siadając na jednym z foteli.
- Nie. - Odpowiedziałam i chciałam iść do swojego pokoju, bo i tak nic lepszego nie miałam do roboty.
- Gdzie idziesz? - Zapytał, a ja się odwróciłam.
- Do pokoju, nie będę przecież tu siedzieć. - Na te słowa wstał i podszedł do mnie.
- Ja też idę do pokoju. - Odwróciłam się i ruszyłam przed siebie. Po chwili zorientowałam się, że blondyn idzie za mną, chociaż drzwi do jego pokoju już minęliśmy.
- Gdzie ty idziesz?
- Do twojego pokoju. - Odpowiedział i głupio się uśmiechnął. Czyli jednak nie jest do końca normalny.
- Nie. To jest pokój dziewczyn.
- No i? Już w niejednym takim byłem.
- To obrzydliwe. - Po tych słowach weszłam do mojego pokoju i zamknęłam mu drzwi przed nosem. Usiadłam na jednym z dwóch foteli, jakie się tu znajdowały. Rozejrzałam się dookoła, były tu trzy łóżka, jedno Melanie, na którym leżała nie do końca rozpakowana walizka, drugie Victorii, gdzie wszędzie były porozwalane ciuchy i moje. Ja zawszę lubiłam porządek, wtedy wszystko wydaje się ładniejsze.
Po jakiś 20 minutach do pokoju wróciły dziewczyny. Victoria od razu poszła do pokoju Marca i Niall'a, a Melanie i ja postanowiłyśmy położyć się już spać.


Następnego dnia.
Otworzyłam oczy i rozejrzałam się dookoła. W pokoju nikogo nie było. Spojrzałam na zegarek, była 11:39. Szybko wstałam i zamierzałam wybrać jakiś strój na dziś. Moją uwagę przykuło kilka poskładanych ciuchów na mojej szafce nocnej. Leżała na nich kartka:
' Ubierz się w to, ponieważ dzisiaj idziemy nad jezioro. W tym twoim sari będzie ci niewygodnie pływać. Nie toleruje odmowy. Przygotuj się szybko, bo o 12 idziemy.
Buziaki, Melanie :*

Nie zastanawiając się, wzięłam ciuchy i pobiegłam do łazienki. Ubrałam się i spojrzałam w lustro. Nigdy nie nosiłam krótkich spodenek, ponieważ zawsze ojciec mówił, że tak nie powinny się ubierać porządne dziewczyny. Nie mając czasu na szukanie czegoś innego, szybko poszłam do korytarza, gdzie wszyscy już byli. Podeszłam do Melanie, która uśmiechała się do mnie.
- Masz bardzo ładne nogi. - Powiedziała, a jej uśmiech się poszerzył.
- Nie podrywaj mnie! - Obie się zaśmiałyśmy. Wyszliśmy z budynku i poszliśmy w stronę jeziora. Gdy doszliśmy na miejsce, wszyscy zaczęli się rozbierać i zostając w samych strojach kąpielowych, wchodzili do wody. Stałam i patrzyłam na nich. Melanie również poszła pływać. Nagle ktoś na mnie wpadł, przez co prawie bym się wywróciła.
- Uważaj! - Krzyknęła ta osoba, a ja szybko na nią spojrzałam. Był to oczywiście Horan.
- To ty na mnie wpadłeś. - Chłopak również na mnie spojrzał i nagle jakby go zamurowało.
- Shanti? - Zapytał, a ja się zaśmiałam.
- Nie, królowa Anglii.
- Kłaniam się, pani. - Lekko się pochylił, po czym pobiegł i dołączył do swoich znajomych.


Wieczorem.
Cały dzień spędziliśmy tutaj, ponieważ wszyscy się uparli. Ja jako jedyna nie pływałam, nawet nie weszłam do wody. Melanie czasami siadała obok mnie i namawiała mnie, żebym poszła, ale ja nie miałam ochoty. Zaczęłam czytać książkę, którą przyjaciółka specjalnie dla mnie wzięła. Właśnie kończyłam rozdział, gdy ktoś stanął tuż nade mną. Spojrzałam w górę i okazało się, że to Niall. Fajnie wyglądał na tle zachodzącego słońca. Spojrzałam na niego pytająco, gdy przez dłuższą chwilę nic nie mówił. Chłopak szybko się pochylił i wziął mnie na ręce. Zaczęłam krzyczeć, gdy zorientowałam się, że zamierza mnie wrzucić do wody.
- Niall, postaw mnie. Niall! - Krzyczałam.
- Okej. - Postawił mnie, ale niestety byliśmy już w wodzie, która sięgała mi do pasa. Była zimna, więc szybko z niej wybiegłam. Widziałam, że wszyscy już zaczynają wracać do hotelu.
- Shanti, Shanti poczekaj! - Usłyszałam za sobą krzyk Horana i niechętnie się zatrzymałam. Blondyn podszedł bardzo blisko mnie. - Shanti, muszę ci powiedzieć coś bardzo, bardzo ważnego... - Myślałam, że się nabija, ale jego mina była poważna.



* * *
Witam!
Jakoś naszła mnie dzisiaj wena,
więc napisałam już cały rozdział.
Zamierzałam go dodać później, ale
jednak zdecydowałam się dzisiaj.
Mam nadzieję, że was nie zanudziłam.

Życzę Wam wesołych świąt, chociaż
już prawie się skończyły i mokrego
dyngusa <3
Tagi: Love
05.04.2015 o godz. 23:02
Jakoś nigdy nie przepadałam za szkolnymi wycieczkami, jednak zdecydowałam się pojechać na tegoroczną. Cała klasa jedzie w góry do Szwajcarii, a ponieważ ja nigdy tam nie byłam, postanowiłam skorzystać z okazji. Jutro wyjeżdżamy i wszyscy w szkole cały czas gadają tylko o tym. Gdzie nie spojrzysz widać ludzi, którzy przechwalają się co ze sobą wezmą. Siedziałam na podłodze przed salą nr 29, gdzie za chwilę będę miała lekcję biologii. Wyciągnęłam książkę i zaczęłam się uczuć, ponieważ mam teraz sprawdzian.
- Nasza kujonka jak zwykle się uczy. - Usłyszałam drwiący głos, którego tak nienawidzę. Naprzeciwko mnie stał Niall, a na jego twarzy widniał uśmieszek. Starałam się nie zwracać na niego uwagi, ale jakoś średnio mi to wychodziło, bo on nie chciał się odczepić. - Wielka szkoda, że nie jedziesz na wycieczkę. Ale spokojnie, nikt nie będzie za tobą tęsknił. - Powoli wstałam, a blondyn obserwował mnie.
- Tak się składa, że jadę. Tylko wielka szkoda, że ty też tam będziesz. - Chłopak się zaśmiał i w tym momencie obok niego zjawiła się Victoria. Jej twarz wykrzywiał chytry uśmiech, ale w jej oczach można było dostrzec, że nie przespała prawie całej nocy i prawdopodobnie płakała. Z nich wszystkich jej jedynej naprawdę współczuję. Dziewczyna tak bardzo kocha Niall'a a on najwidoczniej tego nie dostrzega. Moje rozmyślania przerwał dzwonek i wszyscy zaczęliśmy wchodzić do klasy. Musiałam jak zwykle usiąść obok Niall'a, bo on oczywiście się nie nauczył i chciał ściągać ode mnie. Nauczycielka rozdała kartki, po czym zaczęliśmy pisanie. Po 15 minutach odpowiedziałam na prawie wszystkie pytania, z wyjątkiem jednego. Widziałam, że Horan ściągnął wszystko ode mnie.
- Pisz to szybciej. - Powiedział, a ja cicho się zaśmiałam.
- Odczep się. Już i tak wszystko ode mnie... - Nie zdążyłam dokończyć, bo przerwał mi głos nauczycielki.
- Kapoor, proszę nie ściągać. - Powiedziała dość głośno, stojąc obok mnie.
- Ja nie ściągam. - Zaczęłam się tłumaczyć, ale mi na to nie pozwoliła. Ta kobieta mnie nienawidzi i zawsze szuka okazji, żeby się do czegoś przyczepić.
- I do tego pyskujesz.
- Ale ja wcale nie...
- I kłamiesz. Proszę w tej chwili oddać kartkę i opuścić moją klasę. Nie będę tolerowała takiego zachowania. - Powiedziała, a Niall się zaśmiał.
- Ale ja...
- Proszę wyjść! - Krzyknęła, a ja powoli zabrałam swoje rzeczy.
- Dziękuje ci Niall. - Powiedziałam zarzucając torbę na ramię. Szybkim krokiem wyszłam i postanowiłam wrócić do domu, ponieważ to była moja ostatnia lekcja na dzisiaj. Boże, jak ja nienawidzę Niall'a. Nienawidzę go, nienawidzę!


Następnego dnia.
Siedziałam w samolocie i czekałam aż wystartuje. Cała moja klasa już jest na pokładzie. Wpatrywałam się za okno. Trochę się boję latać samolotem, w sumie to mój drugi lot w życiu. Pierwszy raz leciałam z Delhi do Londynu.
- Przepraszam, czy to miejsce jest wolne? - Usłyszałam czyiś głos i szybko spojrzałam w tamtą stronę. Ujrzałam młodego bruneta o bardzo miłych oczach.
- Przykro mi, ale jest zajęte. Spadaj stąd. - Tuż obok pojawił się Niall, który wepchnął się na miejsce obok mojego. Niech on się odczepi. Brunet sobie poszedł, a ja znów wlepiłam wzrok w okno. Po chwili wystartowaliśmy. Starałam się zasnąć, co niestety mi się nie udało.
- Boże, jaka ty jesteś nudna. Połowa drogi za nami, a ty jeszcze się ani słowem do mnie nie odezwałaś. - Powiedział Horan, a ja spojrzałam na niego ze złością, ponieważ prawie udało mi się zasnąć.
- Może to dlatego, że cię nie lubię.
- Każdy mnie lubi, jestem wspaniały. - Po tych słowach na jego ustach zagościł uśmiech.
- Jak widać nie każdy.
- Wiem, że mnie uwielbiasz.
- Chciałbyś. - W tym momencie po pokładzie rozległ się głos oznajmujący, że lądujemy. Spojrzałam przez szybę, jednak zobaczyłam tylko ciemność, słońce zaszło już jakiś czas temu. Nie wiem czy wspominałam, ale przylecieliśmy do miasta o nazwie Spiez. Jest tu dużo gór i jezior. Już się nie mogę doczekać aż to wszystko zobaczę, lecz jest pewna rzecz, a konkretniej osoba, która psuje to wszystko. Nie muszę chyba mówić kto to.


Następnego dnia.
Od godziny siedzę na schodach przed hotelem, w którym przenocowaliśmy. Wszyscy jeszcze śpią, a ja tu siedzę i podziwiam widoki. Tu jest po prostu pięknie, nie żałuję, że tu przyjechałam. Gdy wszyscy wstaną, będziemy się wspinać na górę, która znajduję się na przeciwko.
- Co ty tu robisz? - Usłyszałam za sobą czyiś głos. Nie zdążyłam się obrócić, ponieważ ta osoba zdążyła usiąść obok mnie. - Hej, jestem Melanie.
- Shanti. - Przedstawiłam się szatynce.
- Więc co tu robisz?
- Siedzę i patrzę sobie na góry. - Odpowiedziałam, a na jej ustach zagościł uśmiech.
- Ja też właśnie tu po to przyszłam. - Odwzajemniłam jej uśmiech. Gadałyśmy przez prawie dwie godziny, aż wszyscy się obudzili i zaczęliśmy się szykować do drogi. Melanie chodzi ze mną do klasy, to dziwne, że wcześniej nie gadałyśmy ze sobą. Ona jest naprawdę fajna i miła. Po jakiejś godzinie wyruszyliśmy w drogę, podczas której również rozmawiałam z moją nową znajomą.


Oczami Niall'a.
Szedłem kilka kroków za tą nudziarą, Shanti. Głupia kujonka, jest teraz na mnie obrażona i znalazła sobie nawet koleżaneczkę. Spokojnie, pogadam sobie z tą dziewczyną i już nie będzie chciała się z nią zadawać, zresztą tak jak z wszystkimi innymi, które chciały się z nią 'przyjaźnić'.
- Zakład, że poderwę tą dziewczynę? - Zapytałem Marco, a ten się zaśmiał.
- Wiem, że przegram, ale niech będzie. - Szybkim krokiem podszedłem do dziewczyn przed nami.
- Hej, jestem Niall, a ty?
- Melanie. - Odpowiedziała sucho. Dziwne.
- Jesteś naprawdę piękna.
- O tobie tego powiedzieć nie można. - Obie się zaśmiały. O co tu kurwa chodzi? To jedyna dziewczyna, której się nie podobam. No może oprócz Shanti, ale ona to zupełnie co innego.
- Zostaw ją w spokoju, nie podobasz się jej i nigdy nie spodobasz. - Odezwała się Shanti, a mój wzrok powędrował na nią.
- Nie wtrącaj się, nie z tobą rozmawiam.
- Żegnam. - Powiedziała i obie przyśpieszyły kroku. Co to miało być? Nie poddam się tak łatwo. Niall'a się nie obraża, to Niall obraża innych. Podbiegłem do Shanti i złapałem ją za nadgarstek. Ta druga poszła gdzieś dalej, żeby zrobić jakieś zdjęcia.
- Co? - Zapytała miło, ale widziałem, że chcę, żebym sobie poszedł.
- Coś ty jej nagadała?
- Nic, ona po prostu cię nie lubi.
- To nie możliwe, wszyscy mnie kochają.
- Nie wszyscy.
- Wszyscy.
- Nie wszyscy.
- Wszyscy. - Kłóciliśmy się tak przez dłuższą chwilę.
- Jak ja cię nienawidzę.
- Ty się nie liczysz. - Po tych słowach odwróciła się i chciała odejść, ale naglę stanęła jak wryta.
- Niall... Gdzie... Gdzie jest reszta ? - Zapytała, a jej głos drgał. Widziałem, że jest bardzo przestraszona. Wszędzie dookoła był las, a naszej grupy nawet nie było słychać.
- No pięknie, zgubiliśmy ich.


* * *
Witam !
Przepraszam, że rozdział tak
późno, ale miałam bardzo dużo
na głowie. Za dużo się działo
i nie miałam kiedy pisać.
Mam nadzieję, że spodobał wam
się pierwszy rozdział, trochę
krótki, ale następny postaram
się napisać dłuższy.
Tagi: Love
02.04.2015 o godz. 01:18
Bardzo powolnym krokiem szłam za nauczycielką, głowę miałam spuszczoną i starałam się na nikogo nie patrzeć. Czułam się jak małe dziecko, które pierwszy raz ma wystąpić przed publicznością. Moja nowa wychowawczyni kazała mi stanąć na środku, a ja z każdą chwilą czułam się coraz gorzej. Wiedziałam, że się wyróżniam. W mojej poprzedniej szkole, w Indiach, prawie każdy nosił sari, a tutaj jestem jedyna.
- Witam. - Rozległ się ostry głos nauczycielki. - Oto nowa uczennica w naszej klasie, Shanti Kapoor. - Odważyłam się w końcu podnieść wzrok i widziałam setkę oczu wpatrujących się we mnie.
- Przyjechała do nas z Indii. Była najlepszą uczennicą w swojej poprzedniej szkole. - Z tyłu klasy słychać było jak kilka osób mówi 'kujonka', a jeden chłopak zaczął się śmiać.
- Znajdź sobie jakieś wolne miejsce. - Nieśmiało rozejrzałam się po pomieszczeniu i ujrzałam jedną wolą ławkę, mniej więcej pośrodku sali. Szybko usiadłam na miejsce, a dziewczyna siedząca przede mną obejrzała się.
- Nie powinnaś tu siadać. - W jej głosie brzmiała wrogość i jakby smutek. Nie zdążyłam jej odpowiedzieć, bo drzwi otworzyły się z hukiem.
- Znowu się spóźniłeś Horan. - Po pomieszczeniu rozszedł się donośny głos wychowawczyni. Chłopak nie zwrócił na to uwagi, tylko poszedł zająć miejsce. Zajęłam się zapisywaniem tematu, który widniał na tablicy.
- To moje miejsce. - Usłyszałam nad sobą melodyjny głos i powoli podniosłam wzrok. Obok mnie stał blondyn, a jego twarz nie wskazywała na to, że jest zadowolony. Chciałam wstać, ale zatrzymał mnie głos nauczycielki:
- Przykro mi panie Horan, ale będziesz musiał siedzieć z Shanti. - Chłopak spojrzał na mnie miną nie wskazującą nic dobrego. Bardzo niechętnie usiadł na miejscu obok mojego i zaczął rozmawiać z dziewczyną naprzeciwko mnie. Uśmiechała się za każdym razem, gdy blondyn cokolwiek powiedział. Zaśmiałam się i wróciłam do zapisywania tematu. Słyszałam, że rozmawiają o mnie, ale starałam się nie zwracać na to uwagi. Próbowałam się skupić na lekcji, lecz średnio mi to szło, bo oboje śmiali się co chwilę i strasznie przeszkadzali. Nie rozumiem takiego braku szacunku dla nauczycieli. Ale nie będę się teraz rozpisywać o moich poglądach na ten temat, ponieważ to nie jest ważne.
- Hej ty, masz pożyczyć długopis? - Usłyszałam głos chłopaka tuż przy moim uchu. Podniosłam wzrok znad zeszytu i spojrzałam w twarz blondyna.
- Jestem Shanti, a nie 'ty'. - Odpowiedziałam szeptem.
- Pytałem o długopis nie o imię. - Niechętnie podałam mu przedmiot i wróciłam do robienia notatek. Niestety to nie był koniec. - Zapisujesz wszystko co ona mówi? Czyli kujonka. Fajnie, będę miał od kogo ściągać. - Na szczęście zadzwonił dzwonek. Szybko spakowałam swoje rzeczy, wstałam i wyszłam z klasy. Kolejną lekcje powinnam mieć za 10 minut w sali numer 31, ale za bardzo nie wiedziałam gdzie to. Połowę przerwy zajęło mi szukanie klasy, ale w końcu się udało. Tuż obok drzwi stała dziewczyna, która na ostatnich zajęciach siedziała przede mną.
- O, idzie nasza kujonka. - Rozległ się chamski głos blondynki. - Coś długo ci zajęło przyjście tu, ale nie licz na to, że tym razem usiądziesz razem z Horanem.
- Mam nadzieję, że tym razem nie będę musiała. - W tym momencie za jej plecami pojawił się mój nowy 'kolega'.
- Ty siedzisz ze mną. - Powiedział i nie oczekując mojej odpowiedzi, chciał się odwrócić i odejść.
- Nie. - Powiedziałam, a on zatrzymał się i powoli stanął tuż przede mną.
- Mam gdzieś twoje zdanie... - Nie dokończył, ponieważ wtrąciła się blondynka.
- Ale Niall, ty siedzisz ze mną. - Jej głos brzmiał, jakby się bardzo bała cokolwiek powiedzieć, a mina wskazywała na to, iż oczekuje, że on na nią nakrzyczy, albo uderzy.
- Ale od dzisiaj siedzę z tą nudziarą. - Odpowiedział i sobie poszedł. Dziewczyna spojrzała na mnie tak, że gdyby jej wzrok potrafił zabijać, już dawno moje zmasakrowane ciało leżałoby martwe. Po chwili ona również sobie poszła, a ja zostałam sama. Zadzwonił dzwonek i wszyscy zaczęli wchodzić do klasy. Usiadłam na jednym z wolnych miejsc i w duszy modliłam się, by ktoś usiadł obok mnie, jednak to się nie stało. Jako ostatni do klasy wszedł Niall, który oczywiście musiał zająć miejsce obok mnie.

I w ten oto sposób zaczął się mój największy koszmar. Jest już prawie koniec roku szkolnego, a ja codziennie musiałam znosić szyderstwa Niall'a na temat mojego zachowania, ubrania, tego, że się uczę. Niestety zawszę też siadał ze mną, żeby mieć od kogo ściągać na sprawdzianach.


* * *
Witam !
Prolog trochę nudny, ale zależało
mi na tym, żeby napisać jak Niall
i Shanti się poznali. Liczę na to,
że chociaż trochę was zaciekawiłam
i pozostawicie po sobie komentarz <3
Tagi: Love
15.03.2015 o godz. 23:33



Shanti Kapoor (19l.)
Młoda, hinduska dziewczyna. Jej głównym celem życiowym jest zdobycie wykształcenia. W tym celu przeniosła się do Londynu, aby ostatni rok nauki skończyć w jak najlepszej szkole. Mama Shanti zaginęła 2 lata temu. Z tego powodu, razem z ojcem, wyjechała ze swoich ukochanych Indii.






Niall Horan (19l.)
Chłopak, który ma wszystko i wszystkich głęboko w ... Nie przejmuje się uczuciami innych, a tym bardziej nauką. Uwielbia dokuczać innym, a zwłaszcza ''nudziarą''. Podrywa wszystkie ładne dziewczyny w College'u, lecz z żadną nie związał się na dłużej niż tydzień.






Raj Kapoor (44l.)
Kochany i troskliwy ojciec Shanti, czasami zbyt troskliwy. Jest staroświecki, uważa, że jego córka nie jest w stanie sama wybierać sobie odpowiedniego towarzystwa, dlatego kontroluje jej znajomych. Stara się, by Shanti nie odczuwała braku matki.






Victoria ''Vicki'' Smith (19l.)
Wredna i egoistyczna dziewczyna, która, zdaje się, nie widzi świata poza sobą. Jednak w środku jest zupełnie inna, wrażliwa dziewczyna, która marzy, by jej ukochany odwzajemnił jej uczucia. Nie lubi ładnych dziewczyn, ponieważ zawsze jest zazdrosna, że Niall je podrywa.






Melanie Nelson (19l.)
Dziewczyna pełna sprzeczności. Tak właśnie najprościej można opisać Melanie. Raz jest bardzo pewna siebie, a za chwilę staje się nieśmiała. Bardzo szybko zmienia się jej humor. Raz się śmieje, raz płacze, a potem wkurza... czasami wszytko na raz. Bardzo trudno z nią wytrzymać, jednak to wspaniała przyjaciółka.






Kabir Khan (20l.)
Najlepszy przyjaciel Shanti, który niestety rzadko się z nią widuję. Utrzymuje on kontakt z dziewczyną i gdy tylko może odwiedza ją. Jest świadom, że ojciec Shanti chcę, aby w przyszłości wziął ślub ze swoją przyjaciółką.






Marco Solberg (19l.)
Najlepszy, a właściwie to jedyny przyjaciel Niall'a. Chłopak stara się bardzo do niego upodobnić, ale średnio mu to wychodzi. Jego ojciec jest norwegiem, dlatego często Horan nabija się z jego nazwiska. Marco od 2 lat po kryjomu podkochuje się w Melanie.




Witam !
Mam nadzieję, że bohaterowie zachęcili was do czytania mojego bloga. Postaram się rozdziały dodawać mniej więcej co tydzień, ale nie wiem czy mi się to uda, bo mam dużo nauki.
Tagi: Love
10.03.2015 o godz. 22:17
Witam !
Postanowiłam skończyć z pisaniem tego opowiadania. Trochę nie przemyślane było zaczynanie pisania tego opowiadania, bo nie mam już żadnych pomysłów na ciąg dalszy. Kombinowałam już długo i nic. Wenę mam, ale to opowiadanie mnie przerasta.
Zacznę pisać nowe opowiadanie i tym razem mam to bardziej przemyślane. Właściwie to miało to być bardziej opowiadanie tylko dla siebie i już mam kilka pierwszych rozdziałów, ale co szkodzi je dodawać. Może ktoś to będzie czytał.
Mam nadzieję, że nie jesteście na mnie źli i wybaczycie mi to.

Bohaterów nowego opowiadania dodam jutro i ocenicie, czy warto czytać : )
Tagi: Info.
09.03.2015 o godz. 23:19
One-Thing
Życie jest bardzo długie...
O mnie: Witam ! Prowadzę bloga ze zdjęciami i bardzo mi zależy na Waszych opiniach. Jeśli masz chwilę to wpadnij ;) http://foto-girl.flog.pl/
statystyki
sekcja użytkownika